W tej sprawie było już chyba wszystko. Dwa miesiące wymiany pism, spotkanie w Wydziale Inżynierii Miejskiej, "wizja lokalna" na wąskich uliczkach Sępolna, był wniosek radnych o usunięcie kontraruchu, a równolegle maile wysyłane do magistratu przez rowerzystów i rowerowych aktywistów, mających odmienne zdanie. Wszystkiemu towarzyszyło spore zainteresowanie wrocławskich gazet i stacji radiowych. Do finału "bitwy o rowery" - jak celnie określili ją sami mieszkańcy - wciąż daleko. 26 stycznia osiedlowi radni w drodze uchwały podjęli decyzję o zwróceniu się do Wydziału Inżynierii Miejskiej o likwidację kontraruchu rowerowego na ulicach Partyzantów i Kosynierów Gdyńskich. W zamian chcą, by miasto ustanowiło ciągi pieszo-rowerowe przy tych ulicach. Teraz piłeczka jest po stronie magistratu.

26 stycznia osiedlowi radni z Biskupina, Sępolna, Dąbia i Bartoszowic po raz pierwszy w 2017 roku spotkali się na sesji plenarnej. Już 34. w tej kadencji, a doliczając spotkania robocze i interwencyjne, podczas których radni w niemal pełnym składzie spotykali się z urzędnikami miejskimi, to już prawie 50. spotkanie, co pod względem aktywności plasuje tę Radę w czołówce wrocławskich samorządów. Tym razem najważniejszym, z punktu widzenia Osiedla jako jednostki pomocniczej Rady Miejskiej, było uchwalenie planu finansowego na nowy rok (szczególny, bo 4-letnia kadencja R.O. w maju dobiegnie końca, a dobrym obyczajem jest pozostawienie środków w proporcjonalnej wielkości dla nowo wybranej ekipy). Jednak z punktu widzenia mieszkańców najciekawszym punktem porządku obrad była dyskusja i głosowanie nad projektem uchwały w sprawie likwidacji kontraruchu rowerowego na Sępolnie.

Rzecz dotyczy ulic Partyzantów i Kosynierów Gdyńskich na Sępolnie. Sprawa nie jest nowa. Pierwsze sygnały ze strony części mieszkańców, mówiące o tym, że kontraruch im się nie podoba, wpłynęły w marcu 2016 roku, tuż po zamontowaniu tabliczek "nie dotyczy rowerów" pod znakami "droga jednokierunkowa". Wówczas Rada nie podjęła oficjalnych działań, ograniczyła się do zbierania informacji spływających od mieszkańców i monitorowania sytuacji. Było to o tyle zasadne, iż część mieszkańców wyrażało zadowolenie z nowego przywileju, stąd dano sobie nieco czasu, by sprawdzić, jak w praktyce kontraruch sprawdzi się na Sępolnie. W październiku radni uznali jednak, że ten czas się skończył, i wystosowali pismo do Wydziału Inżynierii Miejskiej z prośbą o cofnięcie rowerowego przywileju. Przyczynkiem stały się zaobserwowane niebezpieczne sytuacje, kiedy kierowcy, nieprzyzwyczajeni do możliwości spotkania rowerzysty z prawej strony, wyjeżdżali na skrzyżowaniach z ulicą Partyzantów, z przecznic (Okrzei, Nullo, Potebni), spotykając słabo widocznych, bo wyjeżdżających zza zaparkowanych rzędem aut miłośników jednośladów.

- Podczas spotkania, jakie w grudniu, po naszym piśmie, odbyliśmy w Wydziale Inżynierii Miejskiej, wyczułam, że urzędnicy gotowi są na pewien kompromis, to znaczy gotowi są wpuścić ruch rowerowy na alejki [biegnące równolegle do ul. Partyzantów i Kosynierów Gd. - dop. aut.], natomiast kontraruchu na drogach "bronić będą jak niepodległości". To zresztą wierny cytat z jednego z urzędników - oficera rowerowego, pana Daniela Chojnackiego - poinformowała zebranych radna Jowita Gross-Mazurska, autorka projektu uchwały.

- Dowiedzieliśmy się między innymi, że wprowadzanie kontraruchu na drogach jednokierunkowych jest jednym z priorytetów w skali całego miasta. Dzieje się to niejako z "automatu", nie odbywają się w tej sprawie konsultacje społeczne, nie ma takiego obowiązku. Nam jednak zależało, żeby przede wszystkim uwzględniać specyfikę danego miejsca i danej ulicy. Dlatego zaprosiliśmy oficera rowerowego i urzędników do nas i przeprowadziliśmy eksperyment. My jechaliśmy dużym autem - oni z naprzeciwka rowerami. Skończyło się koniecznością wjeżdżania na chodnik. Wjeżdżanie na chodniki niszczy koła, niszczy też chodniki. To jest bez sensu - relacjonował radny Artur Mazurski.

ZOBACZ film z eksperymentu na Sępolnie

- Co jeszcze można zrobić, żeby wskazać bezsensowność wprowadzających chaos rozwiązań? - pytali radni. Oberwało się także urzędnikom realizującym w magistracie "politykę zrównoważonej mobilności". Uzasadnienia tego "chaosu" szukała autorka projektu uchwały. - Podczas którejś z rozmów jeden z urzędników powiedział mi, że im większe zamieszanie na jezdni, tym lepiej, bo wtedy ludzie jeżdżą wolniej i bezpieczniej - poinformowała. 

Rowerzystów i przywileju jazdy pod prąd bronił z zaangażowaniem radny Zbigniew Kańczukowski, przewodniczący R.O. - Poza Mickiewicza i Dembowskiego, wszystkie osiedlowe ulice na Sępolnie są wąskie. Ale są ulice, gdzie czasami wyminąć musi się samochód z samochodem. I co się dzieje? Ustępują sobie, na zasadzie zdrowego rozsądku, a także kultury. Jeden przepuszcza drugiego. I nic się nie dzieje. Ale kiedy zamiast jednego samochodu pojawia się rowerzysta - zaczyna się problem nie do przejścia. Czy to na pewno wąskie ulice są tutaj głównym powodem, czy ideologiczne zaangażowanie przeciwników kontrruchu? - pytał.

Nie zyskało to jednak aprobaty pozostałych radnych. - Nie rozumiesz problemu. Obok stoją wolne, 4-metrowej szerokości aleje dla pieszych, to tam trzeba wyprowadzić ruch rowerowy, dla dobra samych rowerzystów - tłumaczono gremialnie z sali. Przewijał się także argument o bezpieczeństwie dzieci na rowerach, a także o tym, że obecnie rowerzyści nie muszą znać przepisów o ruchu drogowym. - Pamiętajmy też o tym, że o ile kierowca na swój samochód dysponuje ubezpieczeniem OC, rowerzyści takich ubezpieczeń w zdecydowanej większości nie posiadają. Kiedy dojdzie do stłuczki z innym pojazdem, procedurę wszyscy znamy. Ale co się dzieje, kiedy nasz samochód zarysuje rowerzysta? Czy pokryje te straty? O ile w ogóle zdążymy go zobaczyć - przypomniał Jacek Przybyło, przewodniczący Zarządu Osiedla.

Ostatecznie w drodze głosowania, stosunkiem głosów 9:1, przyjęto proponowaną wersję uchwały. Poniżej jej skan, wraz z uzasadnieniem i załącznikiem:

 

Co będzie dalej z ruchem rowerowym na Sępolnie? Radni osiedlowi w sposób zdecydowany opowiedzieli się przeciwko kontraruchowi. Rowerowi aktywiści broni jednak nie składają. Stanowczo żądają pozostawienia kontraruchu i mają swoje argumenty:

  • Mniejsze bezpieczeństwo pieszych na alejkach (w szczególności dzieci i osób starszych), kiedy oficjalnie wprowadzi się tam rowery.
  • Brak efektu spowolnienia ruchu po "usunięciu" rowerów z ulic (w tej chwili na Partyzantów i Kosynierów Gdyńskich obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km/h. Nagminnie łamane, na co wskazują rowerzyści).
  • Utrudnianie życia kierowcom poprzez malowanie w poprzek ulic przejazdów dla rowerów.
  • Dyskusyjne "ulżenie" kierowcom skręcającym w ulice Partyzantów i Kosynierów Gd., w sytuacji, gdy po wyprowadzeniu ruchu rowerowego na aleje, będą musieli zwalniać dwukrotnie: najpierw w miejscu, gdzie pojawić może się rowerzysta, po czym drugi raz - przy właściwym skrzyżowaniu.
  • Brak zwrócenia uwagi na fakt, że jeden z głównych problemów podnoszonych przez przeciwników kontraruchu, czyli ograniczona widoczność) bardzo często są nieprawidłowo zaparkowane samochody.
Wrocławski magistrat uzależnił zajęcie się sprawą od decyzji Rady Osiedla przyjętej - co istotne - w drodze uchwały. Taka uchwała została podjęta. Rada Osiedla zajęła jasne stanowisko. Teraz ruch należy do urzędników. Głosu reprezentacji lokalnej społeczności nie mogą zignorować, jednak głos Rady Osiedla nie ma mocy wiążącej. Co zadecyduje miasto? O tym dowiemy się najwcześniej na wiosnę. Na razie - pomimo prawdziwej w tym roku zimy - rowerzyści sobie radzą. Wielu (większość?) tradycyjnie korzysta z alei biegnących równolegle wzdłuż Partyzantów i Kosynierów Gdyńskich. Korzystający z kontraruchu - przynajmniej na razie - nadal mają prawo tak się poruszać.

Praca w NWW

Poznaj aktualne oferty pracy i wolontariatu.

Licznik odwiedzin

Odsłon artykułów:
153335