Prof. Stanisław Kulczyński w trakcie przemówienia 3 października 1964 r., fot. J. Mierzecka, za: www.lwow.home.pl

 

Rok 2015 to rok pięknego jubileuszu 70-lecia polskiego środowiska akademickiego we Wrocławiu. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale już 10 maja 1945 r., cztery dni po kapitulacji Festung Breslau, pracę w naszym mieście rozpoczęła Grupa Kulturalno-Naukowa kierowana przez prof. Stanisława Kulczyńskiego ? byłego rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, twórcy tamtejszej Katedry Systematyki i Morfologii Roślin, a w latach okupacji niemieckiej ? delegata rządu londyńskiego na Obszar Lwów.

Stworzenie trwałych podwalin pod narodziny i rozwój wrocławskiej nauki stało się dziejowym wyzwaniem grupy pionierów, a sam prof. Kulczyński przez  siedem pierwszych powojennych lat był rektorem połączonych wówczas w jeden organizm: Uniwersytetu i Politechniki. Ślady lwowskie, Uniwersytetu Jana Kazimierza, odcisnęły swe piętno na tym procesie, jak bodaj w żadnym innym przypadku w dziejach polskiej nauki. 

Nie sposób dziś wymienić wszystkich, którzy stanowili (i stanowią) o sile wrocławskiego ośrodka akademickiego. Nie starczyłoby szpalt na naszych skromnych łamach, a i tak o kimś byśmy zapomnieli, ktoś poczułby się pominięty. W roku 70-lecia na wysokości zadania z pewnością staną macierzyste Almae Matres (ramowy program obchodów jubileuszowych znajduje się na stronach: UWr ? uni.wroc.pl oraz PWr ? 70-lecie.pwr.edu.pl). Nie sposób jednak nie wymienić nazwisk tych  pierwszych, którzy fundamenty wrocławskiej nauki stawiali, z których niektórzy - uczeni nie tylko polskiej, europejskiej, ale i światowej sławy - byli mieszkańcami naszego Osiedla, jak wybitny lekarz, prof. Ludwik Hirszfeld mieszkający przy ul. Wittiga 11 na Dąbiu, czy sławny matematyk, współtwórca lwowskiej szkoły matematycznej, prof. Hugo Steinhaus, który zamieszkał w willi przy ul. Orłowskiego 15 na Biskupinie. Kiedy zjawił się po raz pierwszy we Wrocławiu, jesienią 1945 r. na jego nowej ulicy wisiały jeszcze tabliczki Feenweg ? Bischofswald.

Bywały noce, że we Wrocławiu ginęło po kilkunastu ludzi, a w dzień centrum zamieniało się w wielki, ciągnący się od mostu Grunwaldzkiego po Rynek jarmark (?szaber plac?) ze wszystkim (?) Największa kupa dziadów na największej kupie cegieł i rumowiska w Europie - pisał w skrzętnie prowadzonym pamiętniku Steinhaus. A na parterze jego willi zamieszkał inny znany matematyk, prof. Bronisław Knaster.

Zarówno rektor Kulczyński, jak i Steinhaus, a także jego towarzysze matematycy (m.in. Banach, Orlicz, Mazur, Schauder, Kaczmarz, Nikliborc, Ulam) byli lwowiakami. Na ile uprawnione jest powtarzane do dziś twierdzenie, że Uniwersytet Wrocławski i Politechnikę zbudowali profesorowie lwowscy? W dobie, kiedy większość utartych mitów z naszej historii najnowszej się obala, ten jeden chyba się obroni. Spójrzmy w źródła.

 Hugo Dyonizy Steinhaus, (fot. matematycy.pl)

Kiedy dekretem z 24 sierpnia 1945 r. powołano do życia polski Uniwersytet wraz z Politechniką we Wrocławiu, utworzono 6 wydziałów uniwersyteckich (Prawno-Administracyjny, Humanistyczny, Matematyczno-Przyrodniczy, Lekarski z Oddziałem Farmaceutycznym, Medycyny Weterynaryjnej, Rolnictwa z Oddziałem Ogrodniczym) oraz 4 politechniczne (Chemiczny, Mechaniczno-Elektrotechniczny, Budownictwa z Oddziałami Inżynierii Lądowej i Wodnej oraz Architektury, Hutniczo-Górniczy). O rektorze Uniwersytetu wspominałem, prorektorem został fizyk ? prof. Stanisław Loria, podobnie jak Kulczyński - uczony z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Drugim prorektorem był prof. Jerzy Kowalski ? przed wojną kierownik Zakładu Filologii Klasycznej UJK we Lwowie. Prorektorem Politechniki został prof. Edward Sucharda ? były kierownik Katedry Chemii Organicznej oraz rektor Politechniki Lwowskiej. Jak podaje Ryszard Czoch w swojej pracy ?Szkoły Wyższe we Wrocławiu 1945-2005? w roku akademickim 1946/1947 ?w 14-osobowej Komisji Senackiej Uniwersytetu tylko dwie osoby nie pochodziły z uczelni lwowskich (acz prof. Stanisław Bac w latach 1914-1937 pracował na Politechnice Lwowskiej), natomiast w składzie Komisji Senackiej Politechniki na 7 osób tylko prof. Ignacy Skowroński był spoza Lwowa?. Lwowskimi uczonymi byli również: prof. Wincenty Styś ? pierwszy rektor powołanej do życia w styczniu 1947 r. Wyższej Szkoły Handlowej, prof. Hirszfeld oraz prof. Zygmunt Albert z Akademii Lekarskiej (późn. Medycznej), a w Wyższej Szkole Muzycznej nie tylko rektor ? ks. dr Hieronim Feicht, ale całe niemal grono pedagogów pochodziło ze Lwowa. Pierwszym rektorem usamodzielnionej w 1950 r. Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego został prof. dr Andrzej Klisiecki, przed wojną profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza oraz Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie. Lwowski uczony, prof. Stanisław Rospond, stanął zaś na czele Państwowej Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Powiedzieć o ?nadreprezentacji?, to za mało...

Niemal 20 lat po uroczystej, choć skromnej i świętowanej w otoczeniu gruzów, dziur po bombach i pociskach, inauguracji roku akademickiego 1945/46 ten sam Lwów raz jeszcze, tyleż pięknie, co boleśnie, powrócił w zawodowej karierze rektora Kulczyńskiego. Kiedy w 1964 r. władze zgodziły się wreszcie upamiętnić pomordowanych w 1941 r. lwowskich profesorów pomnikiem, cenzura pozwoliła na ogólnikowe ujęcie zbrodni (oczywiście wyłącznie niemieckich), potępić miano przy tym "rewizjonizm i powracający faszyzm w RFN", ale kategorycznie zabroniono wymieniać nazwisk pomordowanych lwowskich profesorów i ich rodzin. Zabroniono też wspomnieć o poprzedzającym zbrodnię  chwilowym opanowaniu Lwowa przez nacjonalistów ukraińskich, zabroniono nawet użyć samego słowa ?Lwów?, by nikt nie myślał, nie mówił i nie pisał o wybitnych uczonych rodem z najznamienitszego ośrodka polskiej nauki ? wszak Lwów prawem ?dziejowej sprawiedliwości? powrócił w skład ?zachodniej Ukrainy?, części szczęśliwego Kraju Rad. Prof. Kulczyński, będąc wówczas posłem na Sejm z ramienia Stronnictwa Demokratycznego, a przede wszystkim wiceprzewodniczącym Rady Państwa PRL, słusznie przewidział, że treści jego przemówienia cenzura nie tknie. I podczas uroczystości na  dzisiejszym Skwerze Kazimierza Idaszewskiego, tuż pod budynkami Politechniki, odsłaniając pomnik z wyrytą sentencją ?Nasz los przestrogą?, wypowiedział niezapomniane słowa:

Pomnik nasz jest wizją sceny, jaka rozegrała się 4 lipca 1941 roku pod ścianą śmierci w piaskowni na Wólce we Lwowie. Jakkolwiek odległa jest ta chwila, pamiętam imiona i widzę oblicza kolegów moich i przyjaciół, którzy stanęli pod ścianą śmierci w piaskowni lwowskiej. Pamiętam słowa i myśli, które łączyły mnie z nimi w jedno z najżywotniejszych środowisk naukowych w Polsce. Poznaję ich twarze i słyszę ich krzyk. Imieniem tych ludzi otwierałem 18 lat temu Uniwersytet i Politechnikę we Wrocławiu. Miałem ich mandat. Byłem jednym z nich.

Widzę, jak osuwa się na kolana i wali w rów ostatni rektor lwowski Roman Longchamps i jego trzech synów; dziekan Ostrowski i jego żona; dziekan Rencki i chirurg Dobrzaniecki; i internista Grek i jego żona; i osiemdziesięcioletni Sołowij i jego wnuk Mięsowicz; i pediatra Progulski i jego syn; stomatolog Cieszyński i rektor Sieradzki; i dziekan Nowicki i jego syn; i położnik Mączewski; i Henryk Hilarowicz; i okulista Grzędzielski; i ksiądz Komornicki; i Stanisław Ruff i jego żona i syn; i Boy-Żeleński; i Edward Hamerski; i matematyk Ruziewicz; i ekonomista Korowicz; i Kazimierz Bartel; i matematyk Łomnicki; i Kasper Weigel i jego syn; i Włodzimierz Stożek i dwóch jego synów; i profesor Krukowski; i Kazimierz Vetulani; Roman Witkiewicz i Stanisław Pilat.

Nie pozostał po tych ludziach ani ślad, ani grób. Ostał się cień. Patrzcie i odkryjcie głowy - zobaczycie za chwilę ich cień na tle jasnych murów zbudowanej polskimi rękoma Politechniki.

Wielu z nas w listopadowe dni zadumy chciałoby znaleźć się na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie i zapalić tam ogień pamięci. Niewielu będzie to dane. Jadąc z naszej Wielkiej Wyspy przez plac Grunwaldzki zwróćmy na moment wzrok w kierunku gmachu Politechniki i wspomnijmy tych, którzy do Wrocławia i wolnej Polski nie zdążyli dotrzeć. Obchody 70-lecia wrocławskiej nauki są ku temu okazją szczególną.


*Wykorzystałem m.in.: Steinhaus H. Wspomnienia i zapiski, Czoch R. Szkoły Wyższe we Wrocławiu 1945-2005, Urbanek M. Jak Hugo Steinhaus trafił do Wrocławia? [w: Pryzmat PWr 02/2014],   portal lwow.home.pl,  materiały jubileuszowe UWr i PWr.

 Czytaj także: Przyślijcie nam wspomnienia o wrocławskich profesorach!

Praca w NWW

Poznaj aktualne oferty pracy i wolontariatu.

Licznik odwiedzin

Odsłon artykułów:
153306