Jego życie stanowi gotowy scenariusz dobrego, sensacyjnego filmu. Wiecznie poszukiwany, inwigilowany, tropiony przez agentów, wielokrotnie przekradający się przez zaborczą granicę, zawsze uciekał swym prześladowcom. A nawet kiedy go osaczono, zanim dał się pojmać, w pojedynkę położył trupem pięciu rosyjskich żandarmów. Dysponował nieprzeciętną siłą, nie tylko woli. Mógł dożyć wolnej Polski, chociaż nie o wolność kraju się bił. Inni, z Piłsudskim na czele, tę niepodległość wywalczyli, on, w sile wieku, poświęcił swoje życie dla poprawy losu robotników.

 

Wielkopolaninem był z krwi kości. Urodził się w 1860 r. w małej wsi Czołowo w powiecie śremskim w biednej rodzinie robotniczej. Nie miał lekkiego dzieciństwa. Rodzice ledwo wiązali koniec z końcem i ?za chlebem? musieli zmieniać miejsca zamieszkania. Kiedy miał 17 lat, zmarła matka. Na utrzymaniu były jeszcze dwie siostry. Szybko musiał się usamodzielnić. Miał zostać piekarzem, został dekarskim czeladnikiem. Przed ukończeniem 20. roku życia upomniała się o niego pruska armia. Nie wiadomo, czy słaby wzrok nie był sprytnym wybiegiem, faktem jest, że po roku służby został zwolniony, i już do końca życia nosił charakterystyczne okulary. Wszystkie przeżycia, świadomość biedy i krzywdy, w jakiej egzystowało wielu jemu podobnych, ukształtowały psychikę młodego człowieka.

Pierwsze kontakty z socjalistami nawiązał tuż po wyjściu z wojska, kiedy wyruszył do Berlina, żeby szukać pracy. Tej godnej siebie nie znalazł (został kelnerem), za to kontakty nawiązywał szybko. Z niemieckimi, polskimi, francuskimi, a później także rosyjskimi socjalistami. Niebawem powrócił do rodzinnej Wielkopolski, osiedlił się w Poznaniu, gdzie ze względu na swoją działalność co rusz musiał zmieniać adresy. W 1887 otrzymał swój pierwszy wyrok ? został skazany na dwa lata więzienia, z którego zresztą uciekł, co później stanie się jego znakiem firmowym. Już wtedy dał się poznać jako dobry organizator i odważny konspirator, przez poznańską prasę został nawet okrzyknięty prowodyrem i agitatorem numer jeden. Ówcześni redaktorzy śledczy nieco przecenili możliwości Kasprzaka i jego niewielkiej wciąż organizacji, warto jednak zaznaczyć, że ze względu na swój robotniczy rodowód nie był on ? jak wielu innych ? tylko teoretykiem, miał dużą łatwość trafiania do ludzi pracy, umiał mówić, a robotnicy chcieli go słuchać. Jego nazwisko  z wdzięcznością wymieniali w swych listach wszyscy najważniejsi liderzy socjalistów.

Do 1897 r. działał w PPS zaboru pruskiego. Mógł zostać towarzyszem Józefa Piłsudskiego, jednak ideowo ich drogi rozeszły się. Obydwaj wsiedli do tego samego czerwonego tramwaju, ale to Piłsudski wysiadł na przystanku ?Niepodległość?. Kasprzak pojechał dalej. Początkowo postulaty główne, czyli rewolucję socjalną, walkę z wyzyskiem robotników przez kapitalistów, poprawę warunków bytowych, łączył z wizją odzyskania przez Polskę niepodległości, później jednak przyjął stanowisko, że dla doli ludu pracującego naprawdę istotne jest to pierwsze. Co więcej, ziemie polskie i ich klasa robotnicza są już tak związani z państwami zaborczymi, iż kolejny zryw o niepodległość może tylko ich położenie pogorszyć. Dziś, po ponad 100 latach, łatwo powiedzieć, że to Piłsudski miał rację, ale wówczas, w apogeum potęgi  trzech zaborców, tak jak Kasprzak myślało wielu. A o wielkiej wojnie, która przyniesie jednoczesną klęskę wszystkim trzem Czarnym Orłom nikomu się jeszcze nie śniło.

Z podziwu godnym zaangażowanie działał w Komitecie Centralnym II Proletariatu. To jego osobie socjaliści zawdzięczają zorganizowanie pierwszego w Polsce pochodu pierwszomajowego ? odbył się w Warszawie w 1890 roku, a pomimo zaborczych realiów zgromadził tłumy robotników. To Kasprzak pomógł Róży Luksemburg w jej ucieczce za granicę. W niektórych źródłach pojawia się opis, jak Kasprzak na własnych plecach przeniósł Luksemburg za kordon. Nawet jeśli w rzeczywistości ucieczka wyglądała mniej spektakularnie, zyskał dozgonną wdzięczność ?pierwszej damy socjalizmu?.

Carskim władzom tego wszystkiego było już zbyt wiele. Kasprzak był żywym dowodem na to, że krwawe represje, jakie spadły na działaczy I Proletariatu (m.in. Ludwika Waryńskiego) na niewiele się zdały. Ścigany listami gończymi, zarówno przez Ochranę, jak i służby pruskie, musiał zbiec z kraju. Skierował się do Zurychu, gdzie działał już wcześniej w grupie skupionej wokół Stanisława Mendelsona, redaktora naczelnego głównego pisma emigracyjnych socjalistów - ?Przedświt?. Dopóki Kasprzak był emisariuszem emigracyjnego ośrodka, wszystko układało się dobrze. Sława, jaką niewątpliwie  zyskał, a także różnice ideowe, które szybko się ujawniły (m.in. współpraca z rewolucjonistami rosyjskimi), doprowadziły do przełomowego, jak się miało okazać, wydarzenia ? zazdrosny o swoją pozycję Mendelson sięgnął po intrygę. Rozpuścił w środowisku pogłoski, jakoby Kasprzak był agentem carskiej Ochrany. Wydając ?Przedświt? i mając rozległe kontakty w kraju i za granicą wiedział, że jego rywal stoi na przegranej pozycji.

Zagęszczająca się atmosfera wymusiła decyzję o powrocie do kraju. Był zdruzgotany, bo po raz pierwszy w życiu część dawnych towarzyszy patrzyła na niego z pogardą. Część nowych nie podawała ręki. Postanowił walczyć o swój honor i ofiarną pracą dla idei udowodnić swą niewinność. Jednak ci, z którymi rzekomo miał współpracować, już na niego czekali. Przekraczając granicę, 28 stycznia 1893 r., został aresztowany, a miesiąc później osadzony w owianym złą sławą X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej - miejscu, gdzie kończyli życie schwytani przez carat  patrioci. Ale i stamtąd udało mu się wydostać. Zaczął symulować chorobę psychiczną, dzięki czemu po dwóch latach przeniesiono go do szpitala dla obłąkanych, z którego - swoim zwyczajem - 31 lipca 1895 uciekł.

Po zniesieniu w Niemczech ustaw Bismarcka skierowanych przeciw socjalistom, anulowano też m.in. list gończy rozesłany za Kasprzakiem, jeszcze za ucieczkę z 1897 r. Mógł wreszcie zacząć legalną polityczną działalność. To nie był jednak jego żywioł. Kandydował nawet w wyborach w 1901 r. (na ziemiach zaboru pruskiego wystawiono polskich kandydatów), jednak bez sukcesu.

Wybuch wojny rosyjsko-japońskiej w 1904 r. ponownie zaktywizował ruch socjalistyczny. Kasprzak znowu przywdział płaszcz konspiratora i udał się do Kongresówki. Planował założyć w Warszawie tajną drukarnię Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, z którą to organizacją związał się na dobre. Odchodząc od idei przewodniej PPS-u, czyli wznowienia walki o niepodległość Polski, wzmagał wysiłki na rzecz wyzwolenia klasy robotniczej. Udało mu się zorganizować sprawną partyjną drukarnię przy ul. Dworskiej (w 1950 r. przemianowanej na ul. Kasprzaka). Nie dane jednak było długo się cieszyć. Pod koniec kwietnia 1904 r. żandarmi, na skutek donosu lub zupełnym przypadkiem, wpadli na ślad drukarni. 27 kwietnia otoczyli budynek i wdarli się do środka. W pokoju, przy maszynach, pracował Kasprzak z jednym tylko towarzyszem.

Dlaczego zaczął strzelać? Gdyby dał się aresztować, czekałby go sąd, kolejny proces i kolejny wyrok ? więzienie lub katorga, ale przecież nie śmierć. Kasprzak jednak zdecydował inaczej. Osłaniając swego towarzysza, wydobył rewolwer i powitał żandarmów ogniem. W nierównej walce nie miał szans, ale bronił się zaciekle. Czterech napastników położył celnymi strzałami, piątego ? kiedy amunicji zabrakło ? unieszkodliwił gołymi rękoma. Ciosy rozdawał jeszcze, kiedy rzucili się na niego w swej chmarze, by przycisnąć do podłogi, pobić i aresztować. Wkrótce o samotnym wilku, który w pojedynkę zdziesiątkował pododdział żandarmerii zrobiło się głośno, i w Warszawie, i w całym środowisku

Wśród historyków przeważa teza, że strzały na Dworskiej nie były wynikiem zaskoczenia, nie spowodował ich także temperament Kasprzaka, ani jego odwaga - przypuszcza się, że heroiczną walką do końca Kasprzak chciał udowodnić, już po raz ostatni, że wpadka partyjnej drukarni, a także cała jego  działalność, nijak się mają do rozpowszechnianych plotek o jego zdradzie i agenturalnej przeszłości. Musiał przypuszczać, że zginie w walce, a jeśli nawet nie, to czeka go okrutna kara, jednak jeszcze okrutniejszą była dla niego nowa fala podejrzeń, o które polityczni przeciwnicy z pewnością by się postarali.

Ponad rok trwała batalia o uratowanie życia rewolucjonisty. Zgodnie z przypuszczeniami rosyjski sąd wydał wyrok śmierci. Sprawa nabrała jednak międzynarodowego charakteru, bo o Kasprzaka (obywatela Cesarstwa Niemieckiego) upomniała się grupa niemieckich posłów. Godnie zachowali się krajowi oponenci ? zjednoczona lewica murem stanęła za darowanie Kasprzakowi życia. List z prośbą o zamianę wyroku napisała także żona. Na niewiele się to zdało. Ponoszący upokarzające klęski w wojnie z Japonią car nie miał ochoty okazywać łaski podburzającemu polskich robotników ?wichrzycielowi?. 8 września 1905 r. na stokach Cytadeli Warszawskiej, w tym samym miejscu, w którym 40 lat wcześniej stracono Romualda Traugutta z towarzyszami, zakończył swoje życie.

?Jak walczył, tak zginął ten prosty robotnik polski? - napisali w odezwie do robotników, wzywając do strajku, działacze PPS i SDKPiL. Minutą ciszy ku pamięci Kasprzaka zakończył swoje przemówienie na zjeździe niemieckiej SPD August Bebel. Dramatycznie przeżyła jego śmierć Róża Luksemburg. ?Skąpy w słowa, a wymowny czynem, prosty i skromny w szarym życiu codziennym i wyrastający naraz na bohatera w każdej chwili niebezpieczeństwa i walki - to był Marcin Kasprzak? - napisała wspominając przyjaciela.

Miesiąc wcześniej, 10 sierpnia 1905 r., wewnętrzny sąd partyjny PPS oczyścił Kasprzaka ze wszystkich podejrzeń. Należy sądzić, iż ów wiedział już o tym, idąc w swą ostatnią drogę. 

Praca w NWW

Poznaj aktualne oferty pracy i wolontariatu.

Licznik odwiedzin

Odsłon artykułów:
199882