Duże miasta w Polsce na skraju bankructwa. Czy to początek końca III RP?

Sytuacja finansowa dużych polskich miast jest krytyczna. Najlepiej widać to na przykładzie Wrocławia. 25 lat sprawowania władzy przez ten sam układ polityczno-towarzyski, począwszy od Bogdana Zdrojewskiego (1990-2001), poprzez Stanisława Huskowskiego (2001-2002), a kończąc na namaszczonym przez Zdrojewskiego obecnym prezydencie Wrocławia, Rafale Dutkiewiczu,  doprowadziło do wielu wynaturzeń, w tym kolosalnego zadłużenia miasta przekraczającego już 6 miliardów zł. Jak mogło do tego dojść?

Dla przeciętnego Kowalskiego Rafał Dutkiewicz jawił się najlepszym prezydentem w Polsce, przy czym za tę jego reklamę w mediach zapłacili wszyscy wrocławianie. Teraz powoli budzą się z tego błogiego snu o potędze Wrocławia, jednak już w mieście z najwyższym zadłużeniem z dużych miast w Polsce i wynikającymi z tego konsekwencjami: najwyższymi podatkami lokalnymi, opłatami za śmieci, cięciami w szkolnictwie, spadkiem liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach, archaiczną komunikacja miejską i w konsekwencji jednym z najwyższych wskaźników skażenia powietrza w Europie (8 miejsce).  Wielkie inwestycje, jak Stadion Miejski, Narodowe Forum Muzyki czy  Afrykarium, realizowane były bez konsultacji społecznych, a używano ich jako oręża propagandy sukcesu i budowania kultu Wielkiego Prezydenta, prawie na miarę Kim Dzong Una.

Kreatywna księgowość stała się kluczem do sukcesu Wrocławia i jego prezydenta. Długi miasta wraz ze spółkami miejskimi to ponad 6 mld zł, a każdy wrocławianin, duży czy mały, jest winien różnym instytucjom już ponad 10 000 zł.  Większa część tego zadłużenia - ponad 3 mld 400 mln - przypada na spółki miejskie. Przy czym dług ten jest wyliczony na koniec 2013 roku (dane z 2014 będą znane w lipcu 2015 r.). Taki stopień uzależnienia od instytucji finansowych prowokuje do błędnych, często niegospodarnych zachowań. Stosowana w przypadku budżetu Wrocławia oraz jego spółek inżynieria finansowa kosztuje nas dodatkowe marże, które nie omieszkują nam narzucać banki, firmy leasingowe oraz inwestorzy budowlani. Po prostu wykorzystują słabą pozycję coraz mniej wiarygodnego dłużnika jakim jest nasze miasto.

Magistrat wikła się w kolejne procesy sądowe opiewające już na setki milionów złotych (Mostostal Warszawa S.A., Wrocław 2012 Sp. z o.o.), aby odwlekać płatności. Inaczej władza postępuje z ?zaprzyjaźnionymi z Miastem? inwestorami. Otóż tutaj pierwotnie wynegocjowane w przetargach stawki za budowę np. Stadionu Miejskiego z 530 mln zł urosły aneksami do ponad 1 miliarda zł. Podobnie jest z Narodowym Forum Muzyki, gdzie z 300 mln cena skoczyła do blisko 600 mln. Tworzone są nowe spółki inspirowane kolejnymi nierentownymi imprezami, jak np. Wrocławski Komitet Organizacyjny ? Światowe Igrzyska Sportowe 2017 Sp. z o.o., czyli World Games. Na 19 spółek aż 13 generuje straty, łącznie w wysokości 126 mln zł. W 2013 r. Miasto musiał je zasilić dodatkową kwotą 326 mln zł., aby nie upadły. Kilka z nich ma większe długi niż majątek (WPW S.A., WKS ?Śląsk Wrocław? S.A.). Nieruchomości, w których mieszczą się miejskie urzędy zostały sprzedane. Wrocław jest najbardziej zadłużonym z dużym miast w Polsce. 

Dochody miasta Wrocławia, po odliczeniu podatku śmieciowego (wprowadzony w 2013 r.), w ostatnich latach gwałtownie maleją ? w 2014 r. były o ponad 6 proc. niższe niż w 2012 r. I nie ma co się temu dziwić, skoro kolejne tereny w ścisłym centrum są włączane do specjalnych stref ekonomicznych głosami radnych Rafała Dutkiewicza (np. właśnie kończona Galeria Skanskiej przy Pl. Dominikańskim została włączona do Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej), a ulgi w podatkach z tego tytułu trafiają... do szwajcarskich banków. Tymczasem Wrocław, który już nie może brać kredytów, bo przekroczyłby dopuszczalny próg i Dutkiewicza zastąpiłby Komisarz, ratuje się tzw. chwilówkami. W budżecie na 2014 r. było ich ok. 230 mln, a w 2015 r. jest ich już ponad 400 mln. 

Wrocławskie media tylko pozornie wypełniają swoją funkcję kontrolną. Od lat mają  problem z obiektywnym relacjonowaniem wydarzeń, a wręcz obserwuje się tendencję do kreowania wizerunku na potrzeby magistratu. Przez 25 lat doprowadzono do zmonopolizowania wpływu na opinię publiczną, poprzez polityczną i biznesową kontrolę lokalnego radia, telewizji oraz prasy, poprzez kupczenie stanowiskami i zleceniami z miejskiej kasy. Majątek gminny stał się fundamentem utrzymania władzy, a powołana przez Rafała Dutkiewicza spółka ?ARAW S.A.? służy do kreowania pozytywnego wizerunku prezydenta i kierowanego przez niego urzędu. Rocznie ratusz wydaje 18 mln zł na tzw. promocję,  ale jeśli obywatel zapragnie dowiedzieć się na co poszły te pieniądze, to się nie dowie, bo urzędnicy skutecznie blokują dostęp do tych informacji. Również przychylne władzy organizacje społeczne i stowarzyszenia mogą liczyć na uznanie i ewentualne wsparcie. 

 Autorytarna wrocławska władza zaczyna obejmować swoimi mackami już całe Województwo Dolnośląskie. W Sejmiku Dolnośląskim władzę sprawują radni z PO i obozu Rafała Dutkiewicza, a członkowie zarządu województwa są członkami rad nadzorczych  spółek należących do miasta Wrocławia. Na dodatek, tutejszy prokuratura oraz wymiar sprawiedliwości ma problemy z właściwą oceną działań prezydenta R. Dutkiewicza i jego urzędników, i nie jest to przypadkowe. Blokowanie dostępu do umów zawieranych przez Gminę z prywatnymi przedsiębiorcami oraz ochrona urzędników przed odpowiedzialnością karną, znajdują często ?uznanie? wrocławskich sędziów, chyba, że sprawy wcześniej są skutecznie umarzane przez ?przychylnych władzy? prokuratorów. Notabene, ci ostatni nie mieli oporów, aby przyjmować od władzy darmowe bilety na imprezy organizowane przez Wrocław. Wielokrotnie prasa opisywała skręcane przetargi, w których startuje jedna firma, a odwoływane są te, w których startuje ich kilkanaście, bez podawania przyczyny. Pasożytnicze czerpanie korzyści obserwuje się w przypadku większości miejskich spółek, a wielokrotnie przekraczane początkowe szacunki kosztów projektów inwestycyjnych przyczyniają się do fatalnej sytuacji finansowej Miasta.  

Co gorsza, od początku polskiej samorządności postępuje proces degradacji systemu demokratycznej kontroli władzy, poprzez kupowanie opozycji stanowiskami w magistracie oraz spółkach miejskich. Brak realnej opozycji i prawdziwego systemu kontroli władzy, tajne umowy, przechodzenie władzy z rąk do rąk kolegów wytworzyło we Wrocławiu nową klasę Profiterów, żyjących ze zleceń komunalnych. System, z którym mamy dziś do czynienia można skwitować jednym stwierdzeniem: ?rączka rączkę myje?. Tak powstała Wrocławska Oligarchia.

 

Praca w NWW

Poznaj aktualne oferty pracy i wolontariatu.

Licznik odwiedzin

Odsłon artykułów:
153293